O mnie

Moje zdjęcie

Pozytywnie zakręcona, nawiedzona absolwentka filologii germańskiej, genetyczna psiara, nieprzewidywalna,upojona muzyką, naszprycowana dźwiękami, zakochana w kolorach, paradoksalnie w związku z czernią, bardzo często między stronicami książek, nieujarzmiona, zbuntowana, sama-w sobie- niepowtarzalna, wyjątkowa, irracjonalna, marzycielka, niepoprawna romantyczka, momentami histeryczka, ekstrawertyczna, uczuciowa, wrażliwa, szczera- do bólu, krytyczna, również wobec siebie. Paradoksalnie- egoistka. Odporna pedagogicznie i psychicznie. Zbuntowana. Myśląca po swojemu. Ostatnia czarownica na ziemi. Mam na imię- Joanna.

piątek, 29 lipca 2016

Ten jeden dzień.



Musiało minąć wiele miesięcy odkąd jesteśmy razem, aby  w końcu w mojej podświadomości zrodziło się przekonanie, że moje jutro jest bezpieczne, a większość spraw poukładana, choć mam na uwadze fakt, iż drzwi spokoju to drzwi ruchome, obrotowe, a życie niestety wciąż nieprzewidywalne. Na co dzień staram się jednak nie myśleć o tych wszystkich nieszczęściach, katastrofach i cieniach ukochanej stabilizacji, choć pewne lęki i obawy, że coś lub ktoś może zniszczyć mój nowy ład i porządek- wciąż bezlitośnie czają się gdzieś w zakamarkach mojego umysłu. Tamtego  dnia obudziłam się w doskonałym humorze i bardzo szybko oraz sprytnie odepchnęłam od siebie czarne wizje, które czasem próbują zawładnąć mną od samego rana. Nie lubię niepotrzebnie psuć sobie nastroju, a znam siebie na tyle przedoskonale, iż wiem do czego zdolna jest moja ukształtowana przez książki- wyobraźnia. Wstałam bardzo wcześnie, pomimo upragnionego urlopu, który miałam wówczas zaznaczony w kalendarzu nie dość, że na czerwono to w dodatku drukowanymi literami, co miało być przeze mnie interpretowane mniej więcej w ten sposób: „ zamknij oczy i śpij do 12.00, masz wolne do cholery!”. No cóż… przyzwyczajenie robi swoje. Gdy po 7.00 ulubiony człowiek na ziemi złożył na moim czole szybki pocałunek i udał się do pracy, ja- wciąż zaspana, ale już świadoma, poczłapałam do kuchni po trunek życia- kawę. Po drodze zdążyłam nie tylko uściskać swoje czworonogi i wytarmosić ich kochane mordy, ale również przekląć je na amen za to, że plątają się pod nogami, jakby była to ich ulubiona rozrywka.  Taka „podwójna osobowość” to pewnie skutek drzemiącej we mnie cierpliwej oraz pogodnej przedszkolanki i czarownicy w jednym. W ten sposób tłumaczę sobie te skrajne zmiany nastrojów, ale są tacy, którzy twierdzą, że to raczej początki choroby psychicznej;)
Patrząc przez okno, prosto w słońce i trzymając w dłoniach rozgrzany kubek, poddałam się chwili i pozwoliłam na to, żeby promienie odtańczyły na mojej twarzy swój codzienny pląs, muskając moje policzki, powieki, nos, usta i szyję najmilszym rodzajem ciepła jaki może ofiarować przyroda. Tym wczesnym, porannym, pachnącym rosą i skoszoną trawą, pachnący latem i szczęściem. W którym da się wyczuć dotyk, a co za tym idzie? Magię… To właśnie wówczas poczułam, że to będzie dobry dzień, a serce podpowiadało mi, że coś się wydarzy. Przez krótką chwilę obawiałam się, że będzie to coś złego, ale obawy odeszły same, gdy tylko zajęłam się codziennymi sprawami.
I tak późnym wieczorem, po tym jak Ukochany wrócił z pracy, po wspólnym posiłku i wspólnej drzemce, która miała być krótka, a wyszło jak zwykle, między jednym niedokończonym przeze mnie odcinkiem ulubionego serialu, a drugim już rozpoczętym, między łykiem kolejnej kawy, a zdawkową wymianą spojrzeń, On nagle uśmiechnął się czule, jakby utwierdził się w jakimś przekonaniu, popatrzył przenikliwie, świdrując mnie błękitem swoich oczu i… najzwyczajniej w świecie zapytał czy za Niego wyjdę. Tak po prostu. Bez pompy. Bez fajerwerków. Bez zbędnych słów, gdyż są one już przeze mnie bardzo dobrze znane i rozumiane. Bez szampana i bez muzyki. Mój zdystansowany do świata i ludzi „W” to mnie wybrał na swoją żonę, wsuwając mi na palec złotą obietnicę, pewną deklarację, nadzieję i wiarę, że tym razem wszystko będzie dobrze. Bogatsi w poprzednie doświadczenia, odrobinę dojrzalsi i wreszcie stabilni emocjonalnie, po tych wszystkich sztormach i zawirowaniach, mamy tę ufność, że oboje odnaleźliśmy w końcu brakujące elementy życiowej układanki. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo jestem szczęśliwa! Bo wiem, że to On! Od zawsze to miał być On…

 (źródło: tu)

1 komentarz:

  1. bez halasu, pompy, cekinady ... kameralnie , cichutko .... ; W; i ;A' - wiez i akceptacja , wiara i zaufanie ...TO NAPRAWDE MOCNE PODWALINY PIEKNEJ PRZYSZŁOSCI . To wkrotce stanie sie rzeczywiste ....

    OdpowiedzUsuń